NIENASYCENIE
- Przez kilka najbliższych lat zapewne nie będę mogła
wrócić do estetyki płyty "Barefoot". - mówi Anna Maria Jopek.
Jest chłodny, listopadowy poranek. W prywatnym Pueblo
People Studio Pawła "Bzima" Zareckiego, pianisty zespołu
AMJ, trwa zwyczajowe zamieszanie. Ludzie wchodzą i
wychodzą, jedzą i kąpią się, w kuchni wiruje pralka, na
klawiaturach suszy się kolekcja wełnianych skarpet.
Sąsiad robi remont. Ania jest zrelaksowana. Bawi ją
perspektywa nagrywania swojego głosu w wytłumionym gąbką
korytarzu niewielkiego mieszkania w bloku za warszawską
Żelazną Bramą.
AMJ w swojej pracowni komponuje
piosenkę "Bo wcale nie trawa"
Luty 2002
- "Bosą / Barefoot"
nagrywaliśmy w wielkich, starych radiowych studiach -
wspomina AMJ. Te wnętrza w pewnym sensie determinowały
samą muzykę. Tam poszliśmy najdalej jak umieliśmy w
koncepcji akustycznego grania na żywo, na szeroką,
analogową taśmę. Mam teraz ochotę na zupełnie inną
przygodę. Chcę napisać kilka piosenek, pozornie
prostych, które jednak będą muzycznym wyzwaniem.
Nieparzyste metra, ciekawe harmonie... A potem nasycić
je ogromną ilością barw, nastrojów. Chcę pójść równie
daleko w technologii Pro Tools, jak daleko poszłam w
analogowej surowej produkcji. Ciąć, lepić, urabiać
dźwięk na rozmaite podobieństwo. Nagrać do jednej
piosenki osiemdziesiąt śladów a potem, jak w pracy
rźeźbiarza, odnajdywać formę poprzez odrzucanie
kolejnych warstw. Te warunki - śmieje się Ania
rozglądając po studiu, za którego oknem na dwunastym
piętrze trwa właśnie budowa nowego hotelu (dźwigi,
wiertarki, wrzaski fachowców) - mnie dodatkowo
inspirują.
Następnego dnia Anna Maria Jopek jest już w studio
S4. Słynny Leszek Kamiński ustawia mikrofony przy
koncertowym Steinwayu. Na fotelu w kącie sali śpi jeden
z najwybitniejszych polskich "odważnych" pianistów:
Leszek Możdżer. W nocy przyjechał z Trójmiasta. Śpi ze
słuchawkami na uszach.
- Grałam z Leszkiem kiedyś w zespole Henryka
Miśkiewicza, z Joe Lovano.To było niesamowite doznanie.
Nawet mnie nie udało się rozrzedzić stężenia geniuszu na
metr kwadratowy. Tak silne były to osobowości.
Nagraliśmy też z Leszkiem kilka piosenek na "Bosą / Barefoot" i parę nie
wydanych jeszcze utworów. Ale tym razem to jest zupełnie
co innego. Dlatego Leszek poprosił o demo, zanim
zdecydował, że zmieści się w tej formule. Mamy w planie
kilka wspólnych koncertów. To fenomenalny muzyk, jeden z
tych, którzy potrafią zaledwie kilkoma dźwiękami
zorganizować formę utworu.
Robert Kubiszyn nagrywa bas do
utworu "O co tyle
milczenia". Andrzej Karp przy konsolecie.
Marzec 2002
Tę płytę Anna Maria nagrywa w oparciu o swój stały
skład muzyków koncertowych:
- Henryk Miśkiewicz na saksofonie, Marek Napiórkowski
na gitarze i perkusista Cezary Konrad są ze mną
właściwie od pierwszych koncertów trasy "Szeptem". To już pięć lat. Na
kontrabasie gra Sławek Kurkiewicz z Simple Acoustic Trio
i zespołu Tomasza Stańko. Grał z nami przez pół roku w
zespole. Ma tę świetną, surową siłę. Pracowaliśmy razem
nad piosenkami dla Michała Żebrowskiego. Na gitarze
basowej Marcin Pospieszalski. Marcin produkował moją
pierwszą płytę, "Ale Jestem" a
potem "Jasnosłyszenie". I tym
razem korzystam z jego wielkiej wiedzy i intuicji, choć
po raz pierwszy staram się jak najwięcej proponować
sama. I jest Bzim, który robi tu właściwie wszystko,
współaranżuje, gra na większości klawiszowych
instrumentów, nagrywa, czyści ślady, edytuje, robi
podmiksy, dema, robi straszne miny...
Obok Anny Marii Jopek, Marcin Pospieszalski i Paweł
"Bzim" Zarecki są współproducentami nowego
albumu.
- Marcin zawsze był mistrzem groovu - przypomina AMJ.
A Bzim jest kompletnie zakręconym kolorystą, lubi te
wszystkie loopy, dżangle, analogowe syntezatory,
wirusy... Myślę, że razem tworzymy dość szalone, ale
uzupełniające się trio.
Gościnnie na płycie pojawiają się też: siostra AMJ
Patrycja Jopek -skrzypaczka orkiestry Sinfonia Varsovia,
wiolonczelistka Justyna Raubo, Tomas Sanchez grający na
instrumentach perkusyjnych, Piotr "Pedro" Nazaruk na
fletach, intrumentach perkusyjnych i chwilami jako głos
towarzyszący. W trzech utworach na gitarach gra Marcin
Kydryński, wcześniej producent płyt "Szeptem" i "Bosa
/ Barefoot".
AMJ śpi w reżyserce Studia
Izabelin w przerwie między nagraniami
- To mój najtańszy muzyk - żartuje Anna. Marcin
napisał też kilka tekstów na płytę, jedną piosenkę dał
mi w całości, jedną skomponowaliśmy razem. Jak zwykle
robił zdjęcia na okładkę. Jest też moim kierowcą i złym
policjantem, kiedy trzeba powiedzieć komuś coś przykrego
a ja nie umiem...
Dwa dni później odnajdujemy Annę w podwarszawskim
Izabelin Studio. Tu realizuje Andrzej Karp. AMJ dogrywa
chórki. Kładzie kolejne głosy skomplikowanych harmonii.
Dodaje seksty, nony, sekundy w rozmaitych
rejestrach.
- Moja tajna broń - uśmiecha się.
W pobliskim barze "Pod Chochlą" rozmawiamy o tytule
nowej płyty.
- Mają tu najlepszy kapuśniak na świecie - zachwala
AMJ, kiedy właścicielka przynosi jej dymiącą kokilkę: ta
jest dla pani, pani Aniu...
- W sprawie dobrego jedzenia jestem "nienasycona". I
w muzyce. Nigdy nie mam dość. Lubię dotykać wszystkiego,
próbować. Lubię czasem muzykę współczesną, chwilę potem
poezję śpiewaną, ciężkie granie, Kabaret Starszych
Panów, jazz... Wszystkie ograniczenia stylistyczne,
szuflady, radykalne podziały na gatunki - to nie dla
mnie!
Faktycznie, Anna Maria Jopek śpiewała współczesne
partytury na Warszawskiej Jesieni, występowała z Markiem
Grechutą, została Jazzową Wokalistką Roku w ankiecie
Jazz Forum, nagrywała z zespołem Sweet Noise dzień po
swoim koncercie z Filharmonią Poznańską, uwielbia Bacha
i George'a Michaela, śpiewa w duecie z podziemnym bardem
- Maćkiem Maleńczukiem i nagrywa z Jeremim Przyborą,
interpretuje pieśni Chopina z Januszem Olejniczakiem
przy fortepianie, a wśród najważniejszych mistrzów
wymienia Stinga, Pata Metheny i Shirley Horn.
Chcecie przewidywalnych przedsięwzięć, jednorodnej
muzyki, estetycznej oczywistości, stylistycznego
ujednolicenia? Nigdy nie zapraszajcie na nagranie Anny
Marii Jopek.
- "Nienasycenie" to rzecz
jasna tytuł zapożyczony od Witkacego, choć bez
bezpośrednich nawiązań do jego twórczości. Chodziło mi
raczej o nieudaną, jak zawsze, próbę zmieszczenia w tej
muzyce wszystkich fascynacji, pasji, kolorów, tematów.
To oczywista niemożliwość już w samym założeniu. Ale
bardzo otwarcie, prawie ostentacyjnie zrywam z tradycją
stworzoną jeszcze przez Franka Sinatrę - z tradycją tak
zwanych "Albumów z konceptem". Tak powstawały potem
tysiące płyt. Piosenki miały wspólne brzmienie,
częstokroć też podobny temat, charakterystyczny nastrój.
Często są to płyty, które kocham, jak "Here's To Life" Shirley Horn na
przykład czy cały Frank z orkiestrą Nelsona
Riddle.
Kapuśniak jest rzeczywiście mocny. Jak i poglądy
naszej rozmówczyni.
- Concept albums. U mnie tak było waściwie w każdym
wypadku, szczególnie na "Szeptem" i "Bosej". I oczywiście, na "Dzisiaj z Betleyem". Tym razem
stawiam na maksymalną różnorodność. To nie jest żadna
"ambitna teza". "Nienasycenie"
jest zbiorem piosenek. Mieliśmy nawet tytuł roboczy
płyty: "Jedenaście Piosenek",
ale był za bliski ostatniego Cohena. Piosenki nagraliśmy
tak, żebym miała przy tym jak najwięcej przyjemności, a
ja szybko się nudzę. Stąd inny pomysł właściwie na każdą
z nich. Organy Hammonda, wiolonczele, elektronika,
saksofon sopranowy, gitary klasyczne, swingowe granie,
chóry, sopran operowy, dużo frajdy. Ta płyta ma tylko
jedno zadanie: sprawić mi radość. Będę szczęśliwa, jeśli
moi słuchacze polubią to, co robię, ale na tym etapie
nie mam już na to wpływu. Zawsze robię płyty dla swojej
zabawy. Chcę, żeby podobały się kolegom z zespołu, bo to
wielcy muzycy, a także mojej rodzinie i najbliższym, bo
to mądrzy ludzie. Nie próbuję zbawiać świata,
rozwiązywać niczyich problemów, nie próbuję być głosem
pokolenia, komentować rzeczywistości. Od tego są
publicyści. Ja jestem nienasycona muzyką. Ta płyta jest
kolejnym krokiem w kierunku spełnienia, które, mam
wielką nadzieję, nigdy nie nastąpi...
 AMJ w
przerwie między nagraniami koncertuje w teatrze
Śląskim w Katowicach, 9 lutego 2002
Listopad i grudzień a także początek nowego roku Anna
Maria Jopek spędza w trasie koncertowej, telefonując
tylko na zmianę do domu, by porozmawiać z synami i do
wytwórni płytowej, by poznać losy swojej międzynarodowej
produkcji. "Barefoot" jest już
gotowa od maja, tylko label Emarcy ma swoją politykę
wydawniczą. Kiedy pada data : "czwartego marca", Anna
decyduje:
- To daje nam wreszcie szansę, żeby skończyć "Nienasycenie". Chłopaki, ruszamy do
roboty.
Pierwszy słoneczny dzień 2002 roku, pierwsza lutowa
niedziela, w studiu S4 od rana znajdujemy Leszka
Kamińskiego, Bzima, Anię i jej syna Franciszka, który
prosi, by "nie włączać mu już tej muzyczki", tylko
zaprowadzić na film o potworach. Zgrywają piosenkę Magdy
Czapińskiej i Tomka Lewandowskiego.
Tego dnia po raz pierwszy Anna Maria Jopek mówi nam o
piosenkach na nowej płycie:
- Magda I Tomek napisali dla mnie "Ale Jestem" i "Joszko Brodę". Lubię włączyć na
płytę ich piosenkę, mają łatwość do pięknych fraz i w
muzyce i w słowie. "Szczęście to
garść pełna wody..." - to do mnie przemawia,
zwłaszcza po tym, co słyszałam od mojego męża o Afryce.
Mieliśmy wiele radości przy tej piosence. Mimo pozornej
srogości jest w sumie chyba najbardziej pogodna,
możliwe, że będzie pierwszym singlem. Skomponowałam tu
tę partię sopranu w unisonie z wiolonczelą. Bzim i
Marcin programowali wszystkie loopy, Tomek się zdziwi,
kiedy usłyszy ostateczny efekt. To nasycona piosenka,
nie ma pustego, niezamalowanego miejsca na obrazie.
Prawdziwa orgia kolorów. Około osiemdziesięciu śladów,
trzeba robić podmiksy.
Anna Maria Jopek znajduje chwilę, żeby zaprezentować
nam fragmenty innych utworów:
- To "Droga na Południe".
Tym razem z kolei intymne granie z wielką ilością
przestrzeni. Pamiętam, tę wokalizę z filmu Pociąg
śpiewała Wanda Warska. Uwielbiałam tę muzykę i marzyłam,
by kiedyś ją zaśpiewać, zrobić po swojemu. Jak tu
oszczędnie gra Możdżer. Marcin Kydryński napisał dziwny,
metafizyczny tekst. Słyszysz te piły w drugim planie?
Klasyczny Bzim. To wszystko kojarzy mi się z filmami
Jarmusha
Chwilę potem całe studio drży w osobliwych rytmach
energicznej, powikłanej kompozycji.
- To moja piosenka: "I Pozostanie
Tajemnicą". Niedawno jeden z bardzo mpopularnych
miesięczników opublikował milionom Polaków informacje o
moich zarobkach. Zresztą nieprawdziwe. Dzwonią do mnie
bez przerwy na prywatny telefon w niedzielę jacyś obcy
ludzie nalegając, bym natychmiast opowiedziała im
anegdotę kuchenną, wypowiedziała się na temat prawa do
orgazmu, sytuacji na Bałkanach, śmierci przyjaciela i
tak dalej. Nikt jeszcze nie zadzwonił, żeby spytać mnie
o muzykę. Jeśli decydują się na propozycję artykułu o
mnie czy okładki ze mną, muszę wystąpić z dziećmi,
teściami, ostatecznie rodzicami, szwagrem, zwierzętami,
kosmitami, diabli wiedzą z kim jeszcze. Otóż nie. Nie
czuję potrzeby istnienia medialnego w sprawach
pozamuzycznych (aha! lubię jednak rozmawiać o mojej
kolekcji torebek, taka niegroźna słabość). Niektórzy
dziennikarze tego nie rozumieją, fotografowie obrażają,
że nie pozujemy z mężem na bankietach, że w ogóle na
nich nie bywamy. To moja odpowiedź dla nich wszystkich.
Zakręcone metrum na pięć czwartych. Lubię nieregularne
metra.
Robert Kubiszyn nagrywa na płytę
"Nienasycenie". Izabelin
Studio, realizuje Andrzej Karp
- Ten numer jest na siedem, na przykład - mówi Anna
Maria prezentując nam kolejną piosenkę. Gitary, figury
fortepianu, bas pojawiają się w takich kontrapunktach,
że kiedy nadchodzi głos Ani przez chwilę naprawdę nie
wiemy, gdzie jest przysłowiowe "raz", ale wszystko brzmi
najbardziej naturalnie w świecie, jakby nie mogło być
inaczej.
- To tytułowa, zabawna piosenka. Skomponowaliśmy ją z
moim Marcinem, trochę tak, jak kiedyś "Wigilijną Kołysankę"-
wyimprowizowałam melodię do jego brząkania na gitarze.
On potem napisał takie harmonie do "brydża", że wydawały
się całkiem niemożliwe, ale posłuchajcie, chyba siedzą
ostatecznie w miarę przyzwoicie? Nienasycona dziewczyna
z tej piosenki to rzadko występująca u mnie bohaterka.
Ona nie cierpi tej tragicznie zakochanej panny z "Zanim Zasnę" czy "Jeżeli Chcesz". Bierze mężczyzn jak
chce i kiedy chce, na jak długo chce. Uwielbia miłość
zmysłową. Co sobota zaczytuje się w felietonach z
Wysokich Obcasów. Jest bliską przyjaciółką bohaterki
"Uznaj Mnie Za Zaginioną".
Umie trzasnąć drzwiami. I lubi. Boże, Leszek Możdżer tu
kompletnie poleciał w kosmos. To jedna z moich
ukochanych piosenek na tej płycie, mam nadzieję, że
słuchacze ją polubią. Ta dziewczyna zresztą nie jest
taka zła. Aha, Marcin mówi, że cały ten tekst to było
dla niego ćwiczenie stylistyczne na jak najczęstsze, a
naturalne i sensowne użycie sylaby "nie". "Nienasycenie
płonie we mnie niemym ogniem..." na przykład.
Ciszę przecina za chwilę piękny ton sopranu
Miśkiewicza. Przejmujący.
- Jedenasty Września zastał nas w Il Palagio, w
posiadłości Stinga, na tym niezwykłym koncercie, który
potem ukazał się na DVD "All This
Time". Tamten dzień zmienił na zawsze życie nas
wszystkich. "On Wszystko O Nas
Wie" to była pierwsza piosenka na tej płycie,
napisana zaraz potem, w połowie września. Straszny czas,
z wojną wiszącą nad nami każdego dnia. Musieliśmy
wyrzucić z siebie cały ten strach, zdumienie, niezgodę,
rozpacz ale i nadzieję. I miłość... Mniej więcej wtedy
Marcin Pospieszalski przyniósł też swój temat oparty na
bałkańskiej muzyce ludowej. Napisał go do filmu Demony
Wojny. Marcin Kydryński widział dzień wcześniej na
rozkładówce w polskim Newsweeku zdjęcie może
czteroletniego chłopca, na tle pakistańskiej flagi, z
wściekłością na twarzy i bronią w ręku. To dziecko było
w wieku naszego Franka. Tekst "Demonów" powstał właśnie wtedy.
Dziwna, prawie hymniczna piosenka bez refrenów. "...Małe dzieci po to są, by kochać
je..." to moje. Lubię powiedzieć czasem coś z
rozbrajającą, zaskakującą prostotą.
Nastrój zmienia się błyskawicznie. Jazzowa sekcja
ciepło, zmysłowo spaceruje w otoczeniu organów Hammonda
i elektrycznego piana Fendera a Anna prawie szepcze
tekst Iłłakowiczówny: "...trzeba mnie wziąć do domu...
po zimnych stopach gładzić... długo po czole miedzianym
ciepłymi wodzić ustami..."
- Znajduję w sobie szczególną łatwośc w komponowaniu
chwytliwego motywu do prawdziwie erotycznych, zmysłowych
tekstów, jak "Upojenie", do
Grochowiaka, czy teraz "Licho"
Iłłakowiczówny - mówi. Lubię taką baśniową aurę, trochę
młodopolską poetykę. Może nie wyglądam, ale jestem
bardzo rozerotyzowana. Ta muzyka, te słowa to dla mnie
środowisko naturalne - uśmiecha się Anna i mruży
ogromne, błękitne oczy.
- To dopiero jest mroczna piosenka - kontynuje, kiedy
w skupionych harmoniach klawiszy, w ciężkim, jak bicie
serca rytmie basu pojawia się lakoniczne, jakby z
poetyki zen zapożyczone, solo fortepianu
Możdżera.
- Marcin Kydryński specjalizuje się w takich
historiach o miłości. U niego albo opowiada o sobie
niedopieszczona gitara, jak w "Naanahanae", albo przedwcześnie
zmarła dziewczyna, jak w "Księżyc
Jest Niemym Posłańcem", albo, jak tutaj -
dziewczyna uwięziona w pamięci. To taki cierpiętniczy
erotyk a rebours. Jesteśmy przyzwyczajeni, że ktoś
opowiada nam, jak to rozpacza, bo nie może zapomnieć
ukochanej, ona ciągle powraca w pamięci. Miejsca,
zapachy, muzyka, ożywiają jej obecność, bohater bije
głową w ścianę, nie umie zapomnieć. A tymczasem tu
dziewczyna bije pięściami w "ciemnej ciszy czaszki" tego
nieszczęśnika. Krzyczy: uwolnij mnie, zapomnij o mnie,
ja chcę się wydostać, źle mi tu, nie pamiętaj o mnie,
nic z tego nie będzie choćbyś "spętał mnie zwojami
mózgu, zamknął na klucz w komorze serca..." Mam nad tobą
władzę, ale to władza tragiczna, której nie mogę się
zrzec, dopóki o mnie myślisz. Ja nie chcę być zarazem
twoją panią i niewolnicą. A więc "Jeżeli Kochasz, To Nie Pamiętaj
Mnie!!!". Lubię takie historie.

Robert
Kubiszyn i Henryk Miśkiewicz podczas prób do trasy "Nienasycenie" Harenda 28
marzec.
Chwilę potem wnętrze studia rozbrzmiewa swobodnymi
synkopowanymi akordami gitar.
- Fenomenalny Marek - komentuje Anna Maria. Marek
Napiórkowski, mój gitarzysta skomponował tę piosenkę,
zaaranżowaliśmy ją razem, co bynajmniej nie uczyniło jej
łatwiejszą do śpiewania. Wyimprowizowałam tu śmieszne
solo które zostanie chyba zdublowane saksofonem, to się
jeszcze zobaczy. Pogodna piosenka, "żartobliwa" może
nawet - AMJ mruga okiem w kierunku słynnej sceny z
Rejsu. Ale potrzeba chwili wytchnienia po tej historii o
czaszkach i mózgach...
- To moja ludowa melodia - mówi Anna, kiedy grzmią
dokoła całe zastępy gitar akustycznych i bębnów.
Próbowałam napisać tekst, ale nie wyszłam poza "Siała Baba Mak..." więc zadzwoniałm
do mojego ukochanego Andrzeja Poniedzielskiego. Teraz on
ma problem. Jest jeszcze parę utworów, ale chyba nie
mamy już dziś czasu. A poza tym niech coś "pozostanie
tajemnicą", prawda?
Anna Maria Jopek oddala się w głąb studia. Lutowe
popołudnie przynosi zmierzch wcześniej, niż zwiastowało
to mocne słońce dnia. Spędziliśmy z tą dziewczyną cztery
pełne dni. I wciąż pozostajemy "nienasyceni". I tak już
zostanie. Aż do 25 marca, kiedy Anna po raz pierwszy
podzieli się swoją nową muzyką.
Jest początek marca. W warszawskim klubie Piwnica Pod
Harendą dawno nie widzieliśmy takiego tłumu. Przed
chwilą dosłownie przebrzmiały ostatnie, mocne akordy
"Cyraneczki". Skończyła się
konferencja prasowa zwieńczona krótkim koncertem. Mamy
już album "Barefoot" w
eleganckiej, prawie książkowej oprawie. Jak się
dowiadujemy, to niestety jedynie niewielka liczba
promocyjnych egzemplarzy. Pozostałe będą normalną płytą
w plastikowym pudełku. Anna Maria Jopek nie ma dla nas
czasu. Już czwartą godzinę udziela wywiadów telewizjom i
radiom, tygodnikom i dziennikom. Przed chwilą udało jej
się wyrwać dosłownie na moment by rzucić w naszą
stronę:
- Dzięki, że jesteście, wybaczcie to zamieszanie.
Boże, jak mnie to krępuje, wolę zagrać sto koncertów niż
mówić choćby o jednej piosence. A tym bardziej o sobie,
prywatnych sprawach, choć wy mi tego oszczędźcie.
Proszę. Spotkajmy się jutro w Izabelin Studio. W samo
południe...
Następnego dnia jest już rozluźniona. Pogryza kawałki
pizzy caprcciosa ("mają tu najlepszą pizzę na świecie,
lepszą niż we Włoszech, czy Stanach!" - mówi) i pije
wodę z wielkiej zielonej butelki ("średnio gazowana -
moja ulubiona!" - uśmiecha się prawie jak w reklamówce).
Marcin Kydryński i Andrzej Karp pracują nad kolejnym
zgraniem jednej z piosenek.
 Henryk
Miśkiewicz, AMJ, Napiór, Robert Kubiszyn (tyłem), Cezary
Konrad, podczas próby przed trasą "Nienasycenie". Harenda 28
marca.
- "Jeżeli Kochasz", wersja
piętnasta - grobowym głosem oznajmia Karp, ale oczy mu
się śmieją. Jest wyraźnie zadowolony z tej wersji. -
A więc mamy za sobą Karp test - mówi Marcin - Zróbmy car
test! Bierze płytę z rak Andrzeja i wychodzi do
samochodu. -Najlepsze warunki odsłuchowe, takie z
ludzką twarzą, jeżeli tam zabrzmi, to wszędzie zabrzmi -
dodaje. Tylko czy kogokolwiek to będzie obchodziło, że
trzy dni robimy zgrania jednego numeru, żeby shakery
były w odpowiednim planie? Ech życie? Marcin znika za
bramą. Oddychamy z ulgą, bo to niełatwy towarzysz
wywiadów z AMJ. Krępujący.
AMJ prowadzi nas na górę, żebyśmy mogli porozmawiać
we względnej ciszy.
- Mam już gotowe wszystkie utwory. Ostatecznie będzie
ich czternaście, choć mieliśmy jeszcze przynajmniej dwa,
które nie wejdą na ten album... Marcin napisał taką
prościutką piosenkę dla Stasia, ale zachowamy ją na
kiedy indziej. Ja miałam jeszcze trzydzieści dwa nagrane
pomysły... śmieje się. - Czternaście utworów na
płycie? Kiedy widzieliśmy się ostatnio mówiłaś o
jedenastu, nawet miał być taki tytuł... - Tak, ale
zdecydowałam się sięgnąć w daleką przeszłość i wskrzesić
jedną z najpierwszych moich piosenek. "To Cichy Wielbiciel". Nagrałam ją
na swoją pierwszą płytę, taką reklamową, dla Microsoftu.
To Paweł Betley napisał tę rześką bossa-novę a Magda
Czapińska zabawne słowa o autentycznym jegomościu, który
dzwonił do mnie wtedy co noc.
Słyszeliśmy jak AMJ grała tę piosenkę w Trójce w
październiku 2000, więc może nie jest aż tak
zapomniana.
- Właśnie - dodaje AMJ - graliśmy tę piosenkę zawsze
na bis na trasie "Bosa" i tak
podnosiła nastroje, więc pomyślałam: chcę mieć ją
porządnie zrobioną na nowo.
Do studia wchodzi Andrzej Puczyński. Opalony na
heban. W pewnym sensie szef Ani, ale od razu widzimy, że
jak na szefa, bardzo zaprzyjaźniony i zaangażowany w
projekt.
- Masz coś dla mnie Jopusiu? - pyta - Dziś dwa
numery kończymy. Będziesz wieczorem masterował? -
Zacznę.
Andrzej jest nieoceniony - mówi AMJ po wyjściu
opalonego gentlemana.
- Wierzcie mi - to dla muzyka nadzwyczajny przywilej
mieć szefa wytwórni, który sam jest muzykiem. Rozmawiamy
wtedy o sztuce, tak to nazwijmy górnolotnie, nie o
towarze, który trzeba sprzedać.
A więc dawna piosenka w rytmie bossa novy. Co jeszcze
nowego od naszego ostatniego spotkania, zastanawiamy
się, kiedy AMJ prowadzi nas z powrotem do reżyserki,
byśmy mogli posłuchać nowych rzeczy. Ogarnia nas
mroczny, głęboki ton niezidentyfikowanego instrumentu,
coś jak chmura deszczowa, ciężka, ogromna...w niej
pojawia się wiolonczela.
- To "Juka", komentuje
wesoło AMJ. Pamiętacie ten motyw? To kontrapunkt z
aranżu do "Na Dłoni", który
tutaj gramy z moją przyjaciółką Juką w duecie - stary
analogowy keyboard z wiolonczelą. Może nawet tytuł taki
zostanie: "Juka".
Potrzebowaliśmy czegoś, co stanowiłoby swoiste preludium
do ostatniej piosenki, którą ostatecznie będzie "On Wszystko O nas Wie". I Ten
poważny utwór Marcina źle wchodzi po pogodnych rytmach,
a chyba Wielbiciel właśnie będzie przed nim.
Fender Rhodes ślizga się po obu kanałach w dziwnej
stereofonii przecięty za moment jasną nutą saksofonu
sopranowego i kiedy już myślimy, ze kroi się jakaś
piękna ballada na miarę "Sister
Moon"? pokazuje się bas który natychmiast
rozwiewa wątpliwości ? soczyste, plażowe... reggae? "I o
co tyle milczenia, między nami niewiele się
zmienia..."

Twarz,
którą znasz! Paweł "Bzim" Zarecki, AMJ, Napiór, podczas
próby przed trasą "Nienasycenie". Harenda 28
marca.
- Z tą piosenką to jest dziwna historia. Mówi AMJ. To
chyba najszybciej napisany numer, jaki kiedykolwiek
nagrywałam. Zrobiliśmy go z Marcinem w jedno popołudnie.
On napisał słowa i zaśpiewał pierwszą frazę, która dała
mi pomysł na całość. Wpadliśmy w nocy do Bzima, który
się właśnie przeprowadzał, Marcin wziął kilka gitar,
stał tam jeszcze nasz stary Rhodes, Bzim miał
pożyczonego laptopa - i numer gotowy. Następnego dnia
Henryk i Robert nagrali swoje instrumenty. Nigdy tak
szybko nie pracowaliśmy. To jakby dalsza część opowieści
z takiej piosenki, której chyba też nie słyszeliście za
pierwszym razem, kiedy spotkaliśmy się w
lutym...
I tu nas zatkało kompletnie. Dziwny beat, ewidentnie
komputerowa sekcja, klimat - nam kojarzył się może
odrobinę z Sade, może trochę z George'm Michaelem z
"Older"... na pewno nie z Anną
Marią Jopek z czasów "Bosej" i
"Barefoot"... Widzimy, ze Ania
uśmiecha się podstępnie.
- Nie macie pojęcia, jak ja kocham takie granie! ?
dopiero teraz zdaje się zapalać do rozmowy - już czuję,
ze to będzie nasz najlepszy "wehikuł" koncertowy, to
mnie buja prawdziwie. Robert majewski tak cool gra na
trąbce z tłumikiem... Marcin na swoim Bensonie z
kaczką...
- Z kaczką? Pytamy nieśmiało. - Tak, taki,
wybaczcie sformułowanie, pedał, który kwacze, gdy
naciska się go nogą grając jednocześnie na gitarze, już
Hendrix wiedział, co to kaczka, panowie...
No, tak, robi nam się niezręcznie, tym bardziej, że
znaliśmy to urządzenie przez całe życie pod
profesjonalną nazwą Wah Wah (czytaj: ło- ło).
"Płynę w tobie, wciąż bardziej inna..." czy to aby
nie dyskretna aluzja do wiersza Herberta o
rzece?
- Owszem, nazwijmy to ukłonem przed mistrzem, ale
gratuluję, bo to aluzja prawdziwie zawoalowana i
natychmiast porzucona już w kolejnym wersie. Przyniosłam
tę piosenkę parę dni temu do firmy i mówię, słuchajcie,
jaki fajny taneczny numer nam wyszedł. A oni na to,
zieleni ze zgrozy: co ty, to Straszny Jazzzzz... AMJ
śmieje się, jak mała psotna dziewczynka.
Mam nadzieję, że może chociaż Bonaqua polubi tę
piosenkę, skoro jest o wodzie, a oni będą pewnie chcieli
wziąć coś naszego do reklamówki, która mam kręcić na
mocy mojego kontraktu już w kwietniu. No, ale zobaczymy,
dostaną całą płytę. I będzie heca, jeśli wybiorą
ostatecznie na przykład... "Zanim
Zasnę" z pierwszej płyty, bo spodoba im się wers:
"być kroplą co drży na skraju twych rzęs..."

W
światłach paparazzich... Napiór i AMJ podczas prób do
trasy "Nienasycenie". W tle Cezary Konrad i Robert
Kubiszyn.
Marcin Kydryński pojawia się w drzwiach reżyserki ze
srogą miną człowieka, którego zdaje się w ogóle nie
cieszyć fakt, że trzyma właśnie pod pachą elegancką
czarną piękność: słynnego "rogatego" Ibaneza Pat
Metheny. Robi wrażenie, jakby chciał nam powiedzieć coś
prawdziwie przykrego...
- Ale tu mróz - rzuca od progu. Czy startujecie o
puchar imienia Andrzeja Karpa w konkursie na najlepiej
wywietrzone studio? - Nic się nie przejmujcie,
uśmiecha się AMJ. On ma tylko taką twarz. A poza tym ja
jestem zupełnie beztroska i ktoś musi robić tu za złego
policjanta. Ale to miły gość...
Postanawiamy tego nie sprawdzać i grzecznie kłaniając
się - pierzchamy, umówieni na następny, zapewne już
ostatni raz przed premierą.
Nie udało się. Ten następny raz to znowu my stojący w
jakimś niezrozumiałym do końca tłumie na schodach
warszawskiego Empiku na Ścianie Wschodniej przez blisko
trzy godziny, by zobaczyć Anię choć z daleka,
podpisującą przedpremierowo "Nienasycenie". Jest 23 marca i AMJ
jak zawsze znajduje czas, żeby porozmawiać z każdym z
kilkupiętrowej kolejki. Czekamy na nią przy wyjściu.
Jest rozpromieniona.
- Nie ma większej radości. Nie istnieje. Ci
fantastyczni ludzie są, obok najbliższej rodziny
najlepszą racją mojego istnienia. Nie mogę doczekać się
koncertów. Zaczynamy w połowie kwietnia, za kilka dni
wchodzę do Harendy na próby zespołu. To będzie cudowne,
stęskniłam się za graniem, a dla takich ludzi takiej
klasy, takiej kultury - to niebywała
satysfakcja!
AMJ odjeżdża samochodem Universal Music Polska a my
zostajemy na mrozie. Wóz znika w światłach
Marszałkowskiej. Odprowadzamy go wzrokiem myśląc:
zupełnie normalna dziewczyna. Całkiem normalna. Nieźle
musieli dać jej kiedyś w kość w tej akademii muzycznej.
Bo kompletnie, nawet odrobinę, ani tyci tyci to wszystko
razem nie uderzyło jej do głowy.
- Kiedy słuchasz od dzieciństwa Bacha, grasz koncerty
Mozarta, analizujesz Ravela...to nie ma żadnej szansy,
aby kiedykolwiek w życiu opuściła cię pokora wobec
prawdziwej wielkości. Ja piszę i śpiewam piosenki. Nic
takiego. - powiedziała nam Ania chyba przy pierwszej
rozmowie. A więc to jest cała jej tajemnica?...
Amen.
|